czwartek, 16 grudnia 2010

Cyber rzeczywistość

Coraz bardziej nas pochłania, nie da się jej już zatrzymać i przeciwstawić. W zasadzie przestajemy umieć bez niej żyć. A jeszcze kilka lat temu (no… niech będzie – dwadzieścia) nie wyobrażaliśmy sobie znajomości czysto internetowych, komórek czy codziennego wysiadywania przed kolorowym monitorem i śledzenia czyjegoś życia. Dziś to na porządku dziennym. Śledzimy to czyjeś życie – za jego zgodą ma się rozumieć, bo ten ostrożnie dawkuje nam informacje o sobie powodując, że nasza niby obiektywna ocena osoby jest po prostu jego subiektywną kreacją siebie widzianą naszymi oczami i to przez ciekły kryształ. Pozbawiamy się sami uroków człowieczeństwa. Nie wiemy już co przyniesie owo pierwsze wrażenie, na którym tak lubiliśmy opierać się w ocenie nowo poznanych. A przyniesie to, co ów nowo poznany sam zechce nam pokazać. Okazuje się, że możemy do woli kształtować w portalach społecznościowych swój wizerunek. Wizerunek, który w danej chwili nam odpowiada. Wystarczy, że zmienimy swój „status związku” a już sypią się telefony, rodzą plotki, informacja w moment obiega świat. I to już nie światłowodem ;) Dodamy do tego kilka linków z refleksyjnymi piosenkami… i w oczach obserwatorów tragedia gotowa. Nasze życie legło w gruzach. A gdzie w tym wszystkim podział się człowiek? Rozmowa? Nawet prosta weryfikacja? Postanowiłam sobie wczoraj zadrwić – z mechanizmu a nie z ludzi ma się rozumieć. Choć w zasadzie, paradoksalnie, ludzie ten mechanizm tworzą. Ale nie oni byli moim celem. Chciałam pokazać, że to, jakimi się na chwilę „staniemy” wirtualnie nie musi mieć związku z rzeczywistością, że to nic nie znaczy, kiedy wciśniemy ten czy inny guzik. Tymczasem, z małymi wyjątkami, wciśnięcie przeze mnie jednego przycisku spowodowało falę współczucia, oburzenia, domysłów i kto wie czego jeszcze. A przecież w moim życiu NIC się nie zmieniło! To tylko jeden klik! Nie zgadzam się na to odejście od dotykalnego, namacalnego życia, na to zamknięcie w kilku guziczkach, opcjach do wyboru, lub wyrażania takiego ogromu różnych emocji za pomocą zwykłego „Lubię to!”. Na taką powierzchowność znajomości. Nie zgadzam się a jednak jestem częścią tego świata e-maili, e-papierosów i e-miłości. Od tego nie ma ucieczki. Ale czy na pewno?

A tak chciałabym oderwać się od tej cybernetycznej przestrzeni i odpocząć gdzieś pochłonięta oczekiwaniem aż pierwszy promień słońca spłynie z góry na moją dłoń, wsłuchać się w brzęk zaprzęgu, odgłos kroków, obserwować kroplę rosy, która w końcu przechyli ten liść, policzyć wszystkie piegi osoby, która chce mi opowiedzieć historię swojego życia, czy cierpliwie czekać kiedy przepali się nad ogniskiem gruby pień brzozy… Nic w cyber przestrzeni tego nie zastąpi. Na szczęście zawsze mogę się zatrzymać i to zrobić. Jeszcze umiem to robić.

Ilu z Was umie jeszcze wyłączyć telefon na kilka dni.. i co ważniejsze – ani przez chwilę nie pomyśleć o tym, że jest wyłączony?

poniedziałek, 24 maja 2010

Kurs na spokój...


Już drugi dzień na lądzie (lecz)
wciąż czuję kołysanie
bezmiaru atlantyckich wód
i szklanek przemijanie.
Ni szmatki, dywany, pokoju cztery ściany,
lecz koje, kompasy, gejtawy, marsle, brasy!

bo...
Trzymam kurs na spokój kreślony fali brzmieniem,
zanurzam bukszpryt marzeń w bezkresie przeznaczenia.
Trzymam kurs na spokój kompasu ukojeniem,
na ustach jeszcze czuję sól pomimo przebudzenia.

Jeszcze pod powieką toń
delfinami spleciona
We śnie pulsuje burty skroń
nad koją przyczajona.
Ni łoża, frykasy, krochmale czy atłasy
lecz gongu wołaniem poranne niewyspanie!

bo...

I co tam praca, forsy brzęk
gdy w sercu pozostanie
tych burt i stromych fali dźwięk
poezją kołysanych.
Ni biurka, plotery, kawiory, bomboniery
lecz pentry gderanie obitych kubków drganiem!

bo...

Już nigdy nie powrócę (tam)
gdzie szczurem człek się staje,
bo burty ciągle nucić chcą
melodię żeglowania.
Ni parki, spacery, komórki i pagery
lecz nuty utkane podniebnym kołysaniem!

bo...

Dziś wiem, ze wszystko mogę -
horyzont wnet odmienić,
bo co dzień wyżej sięgam gwiazd
drabiną Twoich rei...
Mmmm....mmmm....

bo...
Trzymam kurs na spokój kreślony fali brzmieniem
a wanty niczym struny fal zmieniają rytmy ziemi
Trzymam kurs na spokój, (lecz) kompasu roztargnienie
Zaprasza wciąż do tańca ster, kilwater znów szaleje!

znów...
Trzymam kurs na spokój kreślony fali brzmieniem
Zanurzam bukszpryt marzeń w bezkresie przeznaczenia
Trzymam kurs na spokój kompasu zamyśleniem
Pogorio, Tyś mym domem jest... przynajmniej w mych marzeniach!


22.05.2010.

fot. Waldek S.