sobota, 24 października 2009

czara goryczy


Dlaczego tak okrutnie potrafimy ranić najbliższych a wobec obcych staramy się za wszelką cenę zachować „przyzwoicie”? Dlaczego dla ukochanej osoby nie możemy znaleźć chwilki a znajomemu odpowiemy „ależ skąd, nie przeszkadzasz...”? Czy pewność, że zostanie nam po raz kolejny wybaczone, że zostaniemy zrozumiani, że działamy „słusznie” upoważnia nas do takiego traktowania tych, na których najbardziej nam zależy? Nie. Bo, co prawda, po raz kolejny zostanie nam wybaczone i zostaniemy zrozumiani, ale to za każdym razem będzie dodatkowa kropla. Ufamy, że nigdy czara goryczy się nie wypełni po brzegi, nie przeleje. A przecież to oczywiste że tak będzie jeśli się w porę nie powstrzymamy...

Dlaczego tak trudno przeprosić, chociaż w duchu żałujemy, powiedzieliśmy to sobie z milion razy, a i tak słowa nie potrafią przejść przez gardło...? Głupi, bezsensowny upór, bo już nawet nie duma...

poniedziałek, 13 lipca 2009

Skąd w ludziach tyle jadu?


Piekarnia. Ekspedientka, bardzo zwinnie i z uśmiechem, pomimo upału, piątku i długiej kolejki, obsługuje klientów. Zazwyczaj słyszy: „zwykły, krojony”… Ten klient był jednak inny: „poproszę chleb”. Na pytanie, bardzo uprzejmie zadane „Czy kroimy chlebek?” usłyszała zirytowany głos: „czy to jakiś konkurs? Ja już powiedziałem co ja chcę. Jeśli pani nie dosłyszała, to powtórzę. Poproszę chleb.” Ekspedienta, nie tracąc cierpliwości, uprzejmie:
-tak proszę pana, zapytałam jedynie, czy ten chleb życzy pan sobie pokrojony, czy też nie.

Klient chyba tylko czekał, aż wyprowadzi ekspedientkę z równowagi, widząc swoją porażkę ciągnął dalej, jeszcze gorszym tonem, wzbudzając zainteresowanie wszystkich w pomieszczeniu.
- proszę pani, czy ja nie mówię po Polsku? Czy ja się źle wysławiam? Czy ma mnie pani za idiotę?!
- Nie proszę pana. Po prostu jestem uprzejma. Trochę uprzejmości w życiu nie zaszkodzi, czego i panu życzę… Bardzo proszę, oto pański chleb. Miłego dnia.
Klient nie odpuścił, zaczął mówić coś jeszcze, został jednak zakrzyczany przez pozostałych klientów i niemal wygoniony z piekarni.

Podziwiam kobietę, która zachowała tyle zimnej krwi, która nadal z uśmiechem obsługuje klientów miłych i niemiłych. Zupełnie natomiast nie rozumiem skąd w niektórych ludziach bierze się tyle jadu… Zdaję sobie sprawę, że ten człowiek mógł po prostu odreagowywać jakieś złe zdarzenie. Tylko dlaczego na innym człowieku? Dlaczego niektórzy ludzie widzą wszystko w ciemnych barwach, dlaczego już nie potrafią dostrzegać dobra, zarażać innych uśmiechem, zauważać swojej zgorzkniałości?

Tak mocno, jak potrafimy kochać, tak mocno potrafimy też zadawać ból. Niestety idąc tym śladem: im mocniej kogoś kochamy, tym mocniej możemy go zranić. Tak jakby miłość i nienawiść będąc swoim lustrzanym odbiciem, były odbiciem ściśle zależnym. Im głębsza miłość, tym głębsza rana. Ten klient na szczęście nic tej kobiety nie obchodził, dlatego jedynie ją zadrasnął.

Czy jednak nie można by oddzielić tych, sprzężonych tak silnie ze sobą, skrajnych uczuć? Czyż nie możemy znaleźć sobie innego ujścia złych emocji? To niestety tak trudne, jak walka z niesłusznym, wewnętrznym poczuciem winy.

A jednak: możliwe. Wiem. Na szczęście.


Fot. Tomek Dąbrowski

wtorek, 26 maja 2009

Każdego dnia...




Każdego dnia
czekam ciągu dalszego.

Każdy dzień
otulam wdzięcznością.

Każde dziś
nieśmiało wyprzedza nadzieje.

Każde jutro
szczęście obraca we wczoraj.

A każde wczoraj
to coraz wspanialsze MY.

Nie drżyj, głupia!
Czas oswoić łzy szczęścia…

piątek, 22 maja 2009

Ideał


Pomyślałam sobie właśnie, że jeśli za długo dostaje się od życia pstryczki to w końcu nastąpić musi zwątpienie i rezygnacja. Mimo, że przez wiele lat usilnie trwało się przy własnym wyobrażeniu rzeczy idealnych to w końcu zgiąć się można pod ciężarem myśli, że trwanie w obronie starego ideału zatraciło swoje znaczenie a niekiedy i sens. Czasem po prostu uświadamiamy sobie, że utraciła sens nasza wizja ideału.

A czym właściwie jest ideał? To jedna z najbardziej indywidualnych i subiektywnych definicji, choć ubranych najczęściej w te same, zużyte, słowa, zdania i szablony. Każdy stwierdzi, że ideał, to rzecz doskonała, wzorzec do naśladowania, cel, dla jednych może on jednak przyjąć postać znanej gwiazdy filmowej, dla innych zaś okupionej śmiertelnym wysiłkiem budowli piramidy, czy po prostu „świętego spokoju”. Dobrze, że każdy ma swój idealny porządek rzeczy, można dzięki temu ciągle od nowa odkrywać drugiego człowieka lub siebie.

Indywidualna definicja ideału, jak człowiek, stale zmienia swoje oblicze, pod wpływem doświadczeń przejaskrawiając jedne a bagatelizując inne jego strony. O wiele większą niż kiedyś wagę przyłożę dziś do zdrowia, a zbagatelizuję, tak ważne jeszcze niedawno, przeświadczenie że muszę wypaść jak najlepiej w oczach innych. Bo dziś już wiem, że najważniejsza jest ocena prawdziwa, niekoniecznie korzystna, zgodna z moim oczekiwaniem.

Czy więc ugięłam się, czy po prostu, po raz kolejny w życiu, zmieniła mi się definicja rzeczy idealnych? Zawsze, kiedy uświadamiam sobie taką zmianę, czuję wewnętrzny niepokój, czy aby nie naginam swoich zasad, swoich ideałów, dla wygody czy z lenistwa. Odkrywam jednak, że fundament jak zwykle pozostał nietknięty, odświeżyłam jedynie elewację.

Przecież można wielką namiętność do pomarańczy porzucić dla truskawek, nie tracąc jednak istoty: soczystej świeżości smaku ;)

środa, 13 maja 2009

Mur


Och jakież to beznadziejne uczucie, kiedy po całym dotychczasowym życiu, w którym mogłaś sobie podporządkować wszystkich wokół, nagle trafiłaś na mur. Och jakie to beznadziejne, kiedy próbujesz wszystkich sposobów, uruchamiasz machinę manipulacji, wlewasz jad w uszy bliskich, wijesz się jak rajski wąż, zniżając się nawet do błagalnego aktu desperacji … i nic. Och jakie to beznadziejne. A jednak jakoś zupełnie nie jest mi przykro, że jest tak beznadziejnie…

Przykro mi dlatego, że życie zmusiło mnie do zbudowania muru. Mur rani nie tylko Ciebie. Mnie też. Choć pewnie z zupełnie innych powodów…

Mamy mowę, której można użyć roztropnie, o ile jeszcze wie się jak. Mamy prawdę, która otwiera drzwi i serca, o ile nie zapomniało się jej prawdziwego znaczenia. Mamy szczerość i zaufanie, które mogą zburzyć mur, o ile wcześniej ich nie zadeptano.

poniedziałek, 4 maja 2009

Oszczędzanie na metkę…



Całe życie kształtujemy swoje systemy wartości. Wdzięczna jestem jakiejś niewidzialnej sile za to, że mój ukształtował się w taki a nie inny sposób.

Wczoraj późnym wieczorem niemal cudem było znalezienie wolnego miejsca w pociągu osobowym, ostatnim, zbierającym majówkowiczów do domów a studentów do akademików. Komentarz P. uzmysłowił mi, co było „nie tak”. Jego słowa „co za ścisk, już chyba przyzwyczaiłem się do IC” wyraźnie pokazały mi pewien paradoks: my w byle jakich ciuchach, brudni po kilkudniowym rejsie, ale uśmiechnięci od ucha do ucha, którzy zazwyczaj wolimy komfort IC i nie żałujemy na to dodatkowych paru groszy, a wokół nas mnóstwo schludnych, w pokorze przyjmujących ścisk i dwugodzinne stanie, wielbicieli „znanych” marek odzieży…

Zdecydowanie wolę zaoszczędzone pieniądze przeznaczać na spędzanie czasu niż na metki i pozory.

BYĆ a nie mieć.

sobota, 4 kwietnia 2009

Żyć Pełnią życia... przez duże P.


Mało ostatnio pisałam...

„Czemu? Po prostu dlatego, że ja przeżywam te wszystkie cuda, o których mówisz i nie mam czasu na bazgraninę. Raz to jest wojna, raz kobiety, kiedy indziej wino czy santuri. Gdzie znaleźć czas, by chwycić za to kretyńskie pióro? Zresztą cała sprawa dostała się w ręce gryzipiórków. Ci, co przeżywają dziwy, nie mają czasu, a ci, co mają czas, nie przeżywają nic.”

Nikos Kazantzakis, Grek Zorba

Może nie tak do końca wezmę przykład z Zorby, mam chęć pisania, porządkowania wewnętrznej plątaniny myśli. Mam też jednak ogromną potrzebę przeżywania swojego życia, brania garściami, łapania wiatru w żagle, chwytania budzących się chmur i wdychania opadających mgieł... Żal mi gryzipiórków, choć z drugiej strony myślę, że oni wcale nie żałują, bo po prostu nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co tracą. Kiedy słyszę zachwyty nad moim życiem zastanawiam się ileż potrzeba, żeby tak właśnie żyć? Przecież to samo się dzieje.

Jestem kowalem własnego losu, idę więc wykuwać swoje szczęście, niekiedy znajdując chwilkę i łapiąc się za to kretyńskie pióro ;-)

środa, 4 marca 2009

Nadzieja na przeszłość…




Każda chwila naszego życia może przynieść coś nowego, niespodziewanego. Każde niespodziewane zdarzenie może z kolei wpłynąć, ba, na pewno wpływa, na nasze dalsze losy. Ważne jest to, by umieć każde z tych zdarzeń wykorzystać dla siebie, zaakceptować jego nieodwracalność.

Nawet jeśli zdarzy się coś, co w pierwszej ocenie uważamy za złe, jeśli zdarzenia ułożą się nie po naszej myśli, to w konsekwencji i tak ich splot przyniesie dobry rezultat. Przecież nie wszystko musi się układać po naszej myśli. To tak jakby jakaś mądrzejsza ode mnie siła czuwała nad moim losem przekornie udając ślepca i ignorując niektóre moje pragnienia ;-) W końcu gdyby nie przeszłe rozczarowania moje życie byłoby znacznie inne od teraźniejszego. A przecież je lubię! Na przeszłość patrzę więc z wdzięcznością a na przyszłość wyłącznie z nadzieją.

Z nadzieją jest bardziej do twarzy :)

czwartek, 12 lutego 2009

Idzie wiosna...


Po co ulegać złudnym obietnicom zrodzonym z płonnych nadziei, pławiąc się w obłudzie własnych życzeń i marzeń? Dość! Przecież jestem egoistką. Czas więc zacząć myśleć o sobie. Czas na zmiany. Idzie wiosna. Może jeszcze jej nie widać, bo ostatnie szarugi i błotniste wizje za mocno przysłoniły przyszłość, ale już ją czuję. Jeszcze nie pachnie, jest za słaba, ale jej obietnica unosi się gdzieś w powietrzu. Niech przyjdzie i napełni tą przestrzeń obok, niech zatańczy z moim sercem. Niech zaniesie mnie gdzieś na szczyty, niech ukołysze tętnem fal.

Przecież zawsze przychodzi.
Jak po nocy dzień, jak po burzy słońce a po porażce zwycięstwo.

niedziela, 8 lutego 2009

Zagubione drzwi


Piękny film obejrzałam. Uspokajający. My blueberry nights. Uwielbiam takie filmy, w których, jak i tu, pozornie banalna fabuła niesie za sobą o wiele głębsze treści. Fabuła pełna niedopowiedzeń, bo w końcu nie wszystko trzeba nam kłaść łopatą do głów. Dzięki temu każdy może z filmu wynieść dla siebie co innego. Ja wyniosłam swoją jedną prawdę. Prawdę, której sama przed sobą jeszcze nie jestem w stanie zaakceptować. Pewnych drzwi nie da się otworzyć, nawet posiadając klucze. Niekiedy zaś nawet przez otwarte drzwi nie chcemy przejść.
Jakież to proste. Przecież każdy ma prawo do swoich decyzji, kroków, postanowień, celów. Każdy ma swoje drzwi i jeśli tylko chce przez nie przejść – zrobi to. Nie ważne czy ma klucz.

Chciałabym móc odnaleźć jedne, zagubione, drzwi...

poniedziałek, 2 lutego 2009

Po wodzie pływa...


Nie raz łapię się na tym, że zazdroszczę zwierzętom pewnych cech. Ostatnio szczególnie zazdroszczę jednej cechy kaczkom. Taka kaczka pływa sobie po wodzie, nurkuje.. i nie nasiąka. Wiem, Ameryki tym nie odkrywam. Nawet przysłowie o kaczce jest stare jak świat. A jednak odkryłam je na nowo. Och gdyby tak nie nasiąkać złymi emocjami, nie nosić tego ciężaru rozczarowań czy też lekkości innych. Móc delikatnym muśnięciem dłoni strzepnąć z siebie to wszystko, jak niewidoczny pyłek z nieskazitelnego płaszcza. Och gdyby tak… Przecież było by łatwiej. A jednak musiało by to oznaczać przesiąknięcie chłodem i obojętną nieczułością. W końcu to uczucia i emocje czynią z nas ten szczególny rodzaj zwierząt. Szkoda tylko, że nie wszyscy o tym pamiętamy i z taką łatwością potrafimy upodobnić się do kaczki. Łatwiej nie jest tożsame z lepiej.

sobota, 24 stycznia 2009

głuchy telefon



Życie nie przestaje mnie zaskakiwać. Ludzie też. Kilka źle zrozumianych gestów i słów okraszone szczyptą domysłów w połączeniu z pobożnymi życzeniami może zdziałać cuda. Ta dziwna mieszanka wędrując drogą głuchego telefonu wypacza się, zapominając po drodze czym była na początku. Staje się zlepkiem domysłów, jednak z przeświadczeniem, że jest informacją.

Nie spodziewałam się, że aż tyle radości może mi sprawić plotka. Można się o sobie dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Aż mnie korci, żeby dodać coś od siebie i czekać, kiedy i jaka wróci ;D Jestem pewna, że podana jako tajemnica rozejdzie się szybciej :)

A swoją drogą taka fałszywa informacja może przecież zmienić czyjeś życie, bieg historii, czy też losy świata. Ciekawe, jak często w naszych dziejach i jak ważne sprawy zmieniła plotka.

czwartek, 22 stycznia 2009

tęsknota za bezmyślnością









Moja własna pułapka powraca jak bumerang. Pisałam kiedyś o domysłach. Bardzo trudno się od nich uwolnić, tak jak bardzo trudno spojrzeć na siebie z boku, by móc obiektywnie siebie osądzić. Myślenie wiele komplikuje. Zupełnie niepotrzebnie komplikuje. Zastanawiam się nad każdym usłyszanym, bądź nie usłyszanym a wytęsknionym słowem, nad każdym gestem wyolbrzymiającym rzeczywistość lub nad tym, który nigdy nie zaistniał. Po co? Przecież to tylko moje domysły, moja interpretacja i w zależności od mojego wewnętrznego nastawienia przypiszę danemu gestowi czy słowu intencję dobrą lub złą. Niekoniecznie prawdziwą. Potęguję tym samym wewnętrzny nastrój, zakłamując obraz rzeczywistości.

Bezmyślność ma swoje zalety. Pozbawia życie niepotrzebnych komplikacji. Pozwala losowi o sobie decydować nie budząc wewnętrznego sprzeciwu, ślepo poddać się stereotypom. Często myślę, że tak było by mi lepiej.

Jednak jak pomyślę, że miała bym ulegać manipulacji brukowców lub wejść w szeregi rozwrzeszczanego moherowego tłumu skandującego niezrozumiałe hasła i popierającego niezrozumiałe idee... szybko wracam do rzeczywistości i odrzucam tęsknotę za bezmyślnością.

A gdyby tak... myśleć, ale nie zawsze? ;)

sobota, 10 stycznia 2009

postanowienia noworoczne






Początek nowego roku to dla wielu czas postanowień, przemyśleń nad przeszłością i przyszłością. Wtedy szczególnie ludzie mówią sobie: ten rok będzie lepszy, w tym roku będę więcej ćwiczyć, odżywiać się zdrowo, rzucę to czy tamto. A ja nie! Zawsze uważałam, że czas na postanowienia jest dokładnie wtedy, kiedy przyjdzie nam refleksja, że należy coś zmienić. Czas na przemyślenia jest zawsze dobry. Nie potrzeba do tego specjalnych okazji. Zawsze więc miałam gdzieś postanowienia noworoczne, z pobłażliwym uśmiechem słuchałam wypowiedzi w stylu „nowy rok zmienił moje życie”... I co spotkało prześmiewcę? Od początku roku patrzę na świat inaczej, dostrzegam piękno w najdrobniejszych jego szczegółach, w najzwyklejszych drobnostkach. Pewnie niedługo zacznę zachwycać się spinaczem! :]
A w sumie, czyż jego prostota i funkcjonalność połączone wdzięcznym kształtem nie są piękne? ;-)

Postanawiam nadal nie postanawiać.